Parnassus: Człowiek, który oszukał diabła
Nowości kinowe, Recenzje filmów
10 stycznia 2010 | 16:44filmy Heath Ledger Johnny Depp Jude Law który oszukał diabła Parnassus: człowiek The Imaginarium od Doctor Parnassus Tom Waitns wyobraźnia
Wyobraźnia ludzka nie zna granic
Cudowne widowisko nie tylko dla oczu, lecz także umysłu. Kolejne genialne dzieło Terry’ego Gilliama podbiło świat, a teraz zawitało także do Polski. Czy ma szansę w starciu z najbardziej kasową produkcją ostatnich lat – Avatarem Jamesa Camerona?
The Imaginarium of Doctor Parnassus (i taki tytuł powinien pozostać, ponieważ Parnassus wcale nie oszukał diabła, więc polskie tłumaczenie ma się nijak do filmu) to magiczna opowieść o konsekwencjach paktu zawartego między tytułowym Dr Parnassusem a diabolicznym Panem Nickiem, która przeradza się w baśniową wizję Gilliama dotyczącą ludzkiego życia, nieustannie podporządkowanego pokusom, którym my – ludzie – zbyt często ulegamy. A przynajmniej taki jest w moim odczuciu wydźwięk tego filmu. Obraz ten w odróżnieniu od większości hollywoodzkich produkcji nie należy bowiem do łatwych, lekkich i przyjemnych, i jak przystało na Gilliama nie zawiera prostego przesłania. W związku z tym po wyjściu z kina widz czuje się, no właśnie … może trochę zagubiony, może trochę zdezorientowany, a może po prostu zmieszany trochę chaotycznym zakończeniem. Niemniej jednak film składania do refleksji i myślę, że potrzeba czasu, żeby go zrozumieć. Ponadto spoglądając na całą twórczość Terry’ego Gilliama wydaje mi się, że The Imaginarium of Doctor Parnassus razem z Nieustraszonymi braćmi Grimm (2005), filmem, który stanowił moim zdaniem zapowiedź tego, co szykuje nam reżyser, są mimo wszystko obrazami najłatwiejszymi i najprzyjemniejszymi w odbiorze, choć jak już wspomniałam, niekoniecznie prostymi.
Najnowsze dzieło Gilliama powala od strony wizualnej. Reżyser po raz kolejny zadziwia nas wykreowanym przez siebie światem, nasyconym intensywnymi barwami i imponującą grafiką, udowadniając tym samym, że przygotowanie istnej uczty dla oczu i jedynej w swoim rodzaju fantasmagorii nie wymaga zastosowania całej masy komputerowych efektów specjalnych i techniki 3D, które tak zdominowały najnowsze dzieło Jamesa Camerona. Efektem pracy zarówno Gilliama, jak i operatora Nicoli Pecoriniego (no i zapewne całego sztabu ludzi) są głęboko zapadające w pamięć niezwykłe, czasem wręcz psychodeliczne obrazy. Spośród nich najbardziej spodobała mi się iście bajeczna scena, w której Valentina ubrana w krwistoczerwoną suknię, biegnie przez nieokreśloną, czarną przestrzeń wypełnioną kawałkami luster, które ze złością rozbija, po czym nieoczekiwanie wpada w ramiona Pana Nicka, z którym tańczy ogniste tango.
Kolejnym atutem Parnassusa jest gwiazdorska obsada, która sprawia, iż dzieło nabiera jeszcze pełniejszych barw. Zacznę od Christophera Plummera – szerszej publiczności znanego z roli kapitana von Trappa. Jego postać ma w sobie coś z Króla Leara i Fausta – na pokuszenie wodzi go Diabeł, czyli demoniczny Pan Nick, brawurowo zagrany przez Toma Waitsa. Postać Waitsa jest jedną z ciekawszych w tym filmie. Po pierwsze – znacznie odbiega od stereotypowego wizerunku diabła jako krępego osiłka z rogami i wielkimi widłami w ręce. Po drugie – Waits wspiął się na wyżyny gry aktorskiej, tworząc iście demoniczną, złośliwą, nikczemną, wzbudzającą odrazę postać, jakby żywcem wyjętą z filmów Davida Lyncha. Pochlebne recenzje zbierają także Andrew Garfield, czyli Anton – usychający z miłości do Valentiny członek trupy Parnassusa oraz Verne Troyer jako czasem złośliwy, acz dobroduszny karzeł Percy. Przyszłością brytyjskiego kina na pewno jest Lily Cole, która łącząc w sobie oryginalną urodę z błyskotliwym intelektem, jako Valentina zahipnotyzowała krytyków, mnie i zdaje się, że większość osób siedzących na sali podczas seansu.
Największą gwiazdą całego tego przedsięwzięcia jest oczywiście Heath Ledger. Pomimo tego iż od daty premiery Mrocznego rycerza (2008) upłynął rok, aktorowi w dalszym ciągu nie udało się wyzbyć pewnych cech typowych dla Jokera, który przyniósł mu olbrzymie uznanie w świecie filmu, zapewnił Oscara i który uznawany jest za rolę jego życia. Czasem miałam więc takie dziwne wrażenie, że ten drobny oszust Tony, w którego się wcielił, jest mocno przesiąknięty postacią Jokera. Zadziałało to jednak na korzyść tej postaci, dodało jej dwuznaczności i w sumie pewnej aury tajemniczości. Prawie do końca filmu nie wiadomo, jakie grzeszki ma on na sumieniu i czy w gruncie rzeczy jest postacią pozytywną, czy nie. Tony w wydaniu Heatha Ledgera jest po prostu genialny, jedyny w swoim rodzaju i kompletnie nie do podrobienia! Nagła i niespodziewana śmierć tego niesamowitego aktora narzuciła więc Gilliamowi i całej ekipie nie lada wyzwanie (kontynuowanie zdjęć po śmierci Ledgera musiało być dla wszystkich niezwykle trudne). Reżyserowi należą się ogromne brawa za to, że nie poddał się, nie przerwał produkcji i zdecydował się na bardzo odważny krok. Zachował sceny z udziałem Heatha Ledgera, a następnie przerobił scenariusz w ten sposób, aby umożliwić wprowadzenie do filmu aktorów, mających grać jego wcielenia, pojawiające się po każdym, kolejnym przejściu przez magiczne lustro do wyobraźni danej osoby. Zabieg ten w żadnym wypadku nie wprowadził do filmu ani zamętu, ani nie spowodował też braku spójności. Wręcz przeciwnie – dodał mu jeszcze więcej magii. Dzięki temu na ekrany naszych kin zawitali jak zawsze cudowny Johnny Depp, a także Jude Law oraz Colin Farrell. Widać nawet, że kolejność ich pojawiania się w filmie nie jest do końca przypadkowa i odpowiada sferze marzeń i pragnień osoby, której wyobraźnię odwiedza Tony. Skutkiem tego najkrótsza rola przypada Deppowi, a najdłuższa niestety Farrellowi, którego nie potrafię ocenić obiektywnie, ponieważ po prostu go nie lubię. Cała trójka miała trudne zadanie. Musiała naśladować gesty Ledgera, ponieważ Tony może i po przekroczeniu lustra przyjął inną postać, jednakże dalej był tym samym oszustem, o takim samym sposobie bycia. Najlepiej wywiązał się z tego zadania Depp, choć – i piszę to z wielkim bólem serca – także Farrellowi nie wyszło to najgorzej.
Film The Imaginarium of Doctor Parnassus to porywająca, wyjątkowa podróż po świecie ludzkiej wyobraźni z niesamowicie wciągającą, świeżą i oryginalną fabułą, w którą wpleciono śmieszne wątki, humorem zbliżone do żartów Monty Pythona – mam tu na myśli zwłaszcza zabawny taniec policjantów. Nie sposób przewidzieć przebiegu zdarzeń, szczególnie zakończenia filmu. Dzięki temu obraz ten jest bardzo zaskakujący.
Film stanowi całość razem z cudowną ścieżką dźwiękową Mychaela Danna, zapierającymi dech w piersiach przepięknymi scenami, a także świetną grą aktorską. Pozostaje tylko smutna refleksja, że obraz ten jest pożegnaniem jednego z najbardziej wybitnych i uzdolnionych aktorów młodego pokolenia – Heatha Ledgera… Tym bardziej warto go zobaczyć. Zapraszam więc na seans i życzę dobrej zabawy!
Anita Boharewicz
Zwiatun filmu możesz obejrzeć TUTAJ!
Parnassus: Człowiek, który oszukał diabła (The Imaginarium of Doctor Parnassus)
reż. Terry Gilliam, wyk. Heath Ledger, Christopher Plummer, Lily Cole, Tom Waits, Johnny Depp, Jude Law, Colin Farrell i in.
USA 2009, premiera polska: 8.01.2010


